Rozkład systemu politycznego w Polsce

Autor: Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Część I

Wielu ludzi jest przekonanych o tym, że system polityczny w Polsce stanowi problem sam w sobie. Jednak krytyka tego systemu podejmowana jest  zaledwie okazjonalnie i powierzchownie. Najczęściej w wirze wzajemnych oskarżeń i pretensji.

Każda krytyka wtedy dopiero nabiera sensu, kiedy zmierza do pozytywnego rozwiązania istniejących problemów. Jest więc oczywiste, że wszelkie oburzenie na władze polityczne w Polsce, a tym bardziej wzajemne oskarżenia polityków, muszą być nieskuteczne, jeśli nie widzi się realnej szansy zmiany systemu politycznego. Wtedy nie myśli się nawet o konstruktywnym rozwiązaniu, zadowalając się wyborem „mniejszego zła”. Tymczasem pilnie potrzebne jest opracowanie nowego projektu politycznego dla Polski.

Najpierw jednak konieczna jest uczciwa diagnoza.

Mechanizm władzy politycznej

Jaki jest mechanizm władzy politycznej w Polsce? Przedstawione niżej spostrzeżenia i uwagi z pewnością nie będą podobały się  obecnym w sferze publicznej partiom i osobom (szczelnie wypełniającym całą scenę polityczną), chociaż nie są one tutaj obiektem zainteresowań i tym bardziej ataku. Jednak nasze spostrzeżenia trafiają w piętę achillesową całej formacji politycznej ukształtowanej po 1989 roku,  z upływem lat oddalającej się coraz bardziej od narodu polskiego i w znacznym stopniu zdegenerowanej.

Pytanie, na które próbujemy odpowiedzieć, jest istotne. Obecna formacja polityczna w Polsce, wraz z kontrolowanymi  przez nią instytucjami państwowymi, stawała się stopniowo coraz bardziej niebezpieczna dla państwa i egzystencji narodowej.

Jest to dzisiaj już powszechnie dostrzegalne. Jak bowiem inaczej można wytłumaczyć gremialne zaangażowanie działaczy politycznych z różnych opcji  w niebezpieczną dla Polski awanturę wojenną na Wschodzie? Jak można inaczej wytłumaczyć likwidację całego polskiego przemysłu okrętowego? Jak można uzasadnić „legalne” oddanie zasobów naturalnych Polski agresywnym koncernom wydobywczym? Jak można w inny sposób wyjaśnić dostępny dla zagranicznych „inwestorów” obrót ziemią oraz zakulisowe prowadzenie  pertraktacji w sprawie przekazania tymże „inwestorom” lasów i wody (infrastruktury wodno-kanalizacyjnej).  Bez zwrócenia uwagi na liczne – pozornie  legalne, lecz ewidentnie sprzeczne z interesem narodowym i państwowym – posunięcia legislacyjne obecnej formacji politycznej, niemożliwe jest wyjaśnienie  procesu degradacji ekonomicznej, militarnej i kulturowej Polski(procesu dokonującego się w latach 1989-2014).

Ogólne stanowisko jest zazwyczaj następujące:

Podstawową przyczyną narastającej przez lata degeneracji formacji politycznej w Polsce jest nikły  związek  z polską racją stanu i interesem narodowym, a w konsekwencji  – oderwanie od społeczeństwa. Nie jest to zjawisko nowe, lecz raczej pogłębienie procesu rozkładu Polski  w latach okupacji sowieckiej. Nieprzypadkowo w okresie funkcjonowania systemu komunistycznego jednym z najbardziej zabójczych dla polityków komunistycznych zarzutów ideologicznych było oskarżenie o  „oderwaniu się od mas”. Dobrze rozumiano bowiem, że takie oderwanie niesie nie tylko spadek popularności i notowań w sondażach wyborczych, lecz również utratę kontaktu z rzeczywistością. Tak więc, nawet w systemie komunistycznego zniewolenia „oderwanie się od mas” stanowiło niebezpieczny i zwalczany precedens.

Dzisiaj politycy tego nie są w stanie zrozumieć. Może liczą naiwnie, że zdobywanie popularności dzięki technikom medialnym, z równoczesną destrukcją świadomości społecznej, da się ciągnąć w nieskończoność. Nie przyjmują do wiadomości, że nawet przy najbardziej zaawansowanych technikach medialnych dystans między władzą polityczną i społeczeństwem musi się pogłębiać odpowiednio do narastania patologii ośrodków władzy. To zawsze źle się kończy. Tej kwestii poświęcimy później więcej miejsca, gdyż nie jest ona kwestią drugorzędną i dostatecznie rozumianą.

Jak wygląda obecny mechanizm władzy politycznej w Polsce? Jest to przede wszystkim wypracowany przez ponad dwadzieścia lat mechanizm braku odpowiedzialności władzy politycznej przed społeczeństwem. Kluczowym elementem tego mechanizmu była „strategia prywatyzacji”, którą  uznawano za nadrzędny cel strategiczny do czasu włączenia Polski do Unii Europejskiej.  Oznacza to, że system polityczny, który gwarantowałby pozytywne działanie  sprzężenia zwrotnego między władzą i społeczeństwem nie został zbudowany (z wyjątkiem  medialnej gry z publicznością). W dłuższej perspektywie brak takiego sprzężenia zawsze kończy się katastrofą dla obydwu stron. I tak się w końcu stało. Wielu ludzi nie zechce w to uwierzyć; niech czytają dalej.

Nie jest dostatecznie wyjaśnione, dlaczego w procesie tzw. transformacji ustrojowej „zapomniano” o kwestii odpowiedzialności władzy politycznej. Ale  przyczyn jest wiele.

Po pierwsze, „zapomniano” o niej dlatego, aby zapomnieć o odpowiedzialności politycznej i karnej dopuszczonych do udziału we władzy ważnych segmentów systemu komunistycznego. Trudno przestrzegać zasad, których moc  jest znikoma lub fragmentaryczna.

Po drugie, ”zapomniano” o niej, gdyż  do władzy  dokooptowane zostały również elementy mafijne i kryminalne z różnych środowisk społecznych. W tym przypadku nie można mówić  o „łyżce dziegciu” w systemie władzy politycznej, lecz  o  czynniku rozkładowym, który
z natury rzeczy sprzeciwia się porządkowi społecznemu i gospodarczemu.

Po trzecie, o kwestii odpowiedzialności „zapomniano” dlatego, że jest to również kwestia moralna, która nie mieści się w ramach opcji liberalnej. Od połowy lat 80. ubiegłego wieku  syreni śpiew „wolności od odpowiedzialności” słychać z wielu różnych  stron.

Po czwarte i właśnie  najważniejsze, „strategia prywatyzacji” wykluczała jakiekolwiek formy odpowiedzialności społecznej, ponieważ została pomyślana i realizowana wbrew interesom społecznym. To ta strategia w istocie rzeczy  zdefiniowała istniejący system polityczny. Tej kwestii poświęcimy drugą część niniejszej publikacji.

„Prywatyzacja” była i jest praktyką realizowanych na skalę przemysłową  przejęć kapitałowych. Jest to praktyka nieproduktywna, gdyż zakłada iluzorycznie, że źródłem pomyślności społeczno-ekonomicznej może być grabież cudzego majątku, a nie rozwijanie działalności wytwórczej. Tak więc grabież narodowego dziedzictwa oraz wysiłki związane z uzasadnieniem, a następnie legalizacją grabieży są jądrem problemu nieodpowiedzialności władzy politycznej w Polsce.

Nie trzeba tłumaczyć, że jeśli władza polityczna została zorganizowana w celu grabieży dziedzictwa narodowego, to nie jest zdolna do realizacji interesów narodowych. Wszystko inne: korupcja, niesprawność administracji, zaniedbania socjalne, zadłużenie publiczne, demilitaryzacja, inwigilacja i szerokie zastosowanie środków policyjnych, nadużycia sądowe, sztuczne bankructwa, to raczej wtórne konsekwencje braku odpowiedzialności władzy.

Struktura i pochodzenie obecnej władzy politycznej ciągle są niedostatecznie rozpoznane. Jednak wydać dość  wyraźnie, że nie stanowi ona twardego monolitu, ani także nie posiada silnych więzi ideowych, ekonomicznych czy kulturowych.

Sporo  o mechanizmie sprawowania władzy mówi to, jakie środowiska społeczne, zawodowe i polityczne zostały definitywnie wyłączone z systemu władzy politycznej (w tym również z aktywności opozycyjnej). Na dwóch pierwszych miejscach znajdują  się środowiska niepodległościowe i samorządowe.

W pierwszym przypadku nastąpiło wyeliminowanie z życia politycznego i ekonomicznego środowisk państwowo-twórczych odwołujących się do dorobku II Rzeczypospolitej. Dokonano tego pod hasłem walki z polskim nacjonalizmem (i polskim katolicyzmem), uznając go za największe zagrożenie dla budowanego od 1989 roku systemu politycznego.
W tym samym czasie nawet najbardziej skrajne środowiska nacjonalistyczne (albańskie, ukraińskie) były w ramach tejże systemowej propagandy nie tylko tolerowane, lecz wręcz wspierane politycznie, finansowo i militarnie.

Zasadniczym elementem wspomnianej eliminacji było wieloletnie kluczenie i ostatecznie  zablokowanie zwrotu, znacjonalizowanego w latach powojennych, polskiego majątku prywatnego. Stworzono natomiast możliwości zaspokojenia (nawet prawnie wątpliwych) roszczeń majątkowych Niemców i Żydów.

W drugim przypadku zablokowano dobrze zapowiadające się na przełomie lat 80. – 90. ubiegłego wieku koncepcje przemian ustrojowych, które wyznaczały  odmienny scenariusz przekształceń własnościowych (wykorzystujący idee społecznej gospodarki rynkowej i elementy kapitalizmu ludowego. Zakładały  określony, czytelny porządek przekształceń politycznych i ekonomicznych, nie zaś rzekomą spontaniczność „prywatyzacji”.  W ten sposób sparaliżowano i wyeliminowano liczne środowiska wyrażające wolę uczestniczenia w kształtowaniu nowej sytuacji (czyli wyjścia z kryzysu ekonomicznego lat 80.). Celowo spotęgowano trudności, wywołując następny kryzys –  określany mianem „terapii szokowej”. W ten sposób sparaliżowano, zdegradowano, a następnie wyeliminowano z życia publicznego najbardziej aktywne i dysponujące bogatą wiedzą i doświadczone środowiska społeczno-zawodowe: kadrę kierowniczą przedsiębiorstw oraz kadrę inżynieryjno-techniczną ( z branżowym zapleczem naukowo-technicznym).

W tym prostym szkicu dostrzec można szczególne aspekty systemu politycznego. Strategia przemian polityczno-gospodarczych ( najbardziej  zaś główny element: „prywatyzacja” ) została wyłączona z demokratycznego systemu sprawowania władzy. Wraz z pojawieniem się mechanizmu braku odpowiedzialności władzy politycznej wobec społeczeństwa używanie pojęcia demokracji traciło sens. Jest bowiem oczywiste, że demokracja jest mechanizmem sprzężenia zwrotnego między władzą polityczną a społeczeństwem. Kiedy taki mechanizm nie funkcjonuje, hasło demokracji staje się własnością demagogów. I tak się stało.

Utrata suwerenności narodowej

Mechanizm braku odpowiedzialności politycznej jest dowodem utraty suwerenności narodowej w najprostszym i najbardziej realnym wymiarze: naród nie ma nic do powiedzenia. Oczywiście nie chodzi o bezskuteczne wypowiedzi i protesty, lecz o decydowanie w żywotnych dla siebie sprawach.

Problem utraty suwerenności narodowej wykracza jednak poza tak lakoniczne sformułowanie. Mamy do czynienia z dwoma skrajnie różnymi wariantami utraty suwerenności narodowej. Jednym z nich jest bezhołowie. Drugim jest przejęcie władzy politycznej. Tych dwóch wariantów nie wolno ze sobą mylić, gdyż błędna identyfikacja wytycza błędny kierunek oceny sytuacji politycznej.

Pozornie może wydawać się, że mamy do czynienia z bezhołowiem. Zapewne wielu obserwatorów sytuacji w Polsce dochodzi do takiego wniosku, co daje znać o sobie w wielu wypowiedziach publicystycznych. Gdy  jednak dokładniej przyjrzymy się „prywatyzacji” (oraz wielu „drobnym” wydarzeniom politycznym), musimy zdecydowanie zrewidować takie stanowisko. Jeżeli system polityczny w Polsce został zorganizowany pod „prywatyzację”, to w pierwszej kolejności należy zapytać o beneficjentów owej „prywatyzacji”. Niestety, takie pytanie jest zazwyczaj zręcznie pomijane jako … pytanie niezręczne.

Łatwo zgubić się w gąszczu konkretnych przypadków uchwalania ustaw i wydawania rozporządzeń, które odzwierciedlają różne interesy w szeroko zakrojonym przedsięwzięciu „prywatyzacyjnym”, obejmującym ponad siedem tysięcy przedsiębiorstw, setki tysięcy hektarów ziemi rolnej, wszystkie sieci bankowe, handlowe i energetyczne. Jednakże z powodzeniem można wyłonić dwie najpotężniejsze grupy beneficjentów prywatyzacji w Polsce. Obydwie są słabo widoczne w dotychczasowych analizach „prywatyzacji” w Polsce. Pierwszą,  zarazem najsilniejszą grupą beneficjentów jest „kapitał zagraniczny”. Nie jest do końca jasne, jakie jest konkretnie pochodzenie tego kapitału oraz w jakich postaciach występuje. Dopiero niedawno udało się nam wyjaśnić, że pod różnorodnymi firmami zagranicznymi kryją się potężne sieci globalne – zwłaszcza finansowe .Co więcej, działalność tych sieci jest w znacznym stopniu skoordynowana i ukierunkowana politycznie. Tych niejasności jest więcej. Wiele niejasności budzi statystyka publiczna, która zaciera granice między kapitałem zagranicznym i krajowym. Drugą grupę beneficjentów tworzą najważniejsze układy mafijne, podobnie niejasne. Ich trzon stanowią przeobrażone w połowie lat 90. ub. wieku komunistyczne służby specjalne, ale układy te wchłonęły zwykłą  przestępczość kryminalną.

Znaczna część „prywatyzowanych” zasobów została przejęta w sposób przestępczy. Jest to ważny aspekt przeobrażeń własnościowych, który odkłada się i nadal będzie się odkładał ciężarem na perspektywach przejętych  podmiotów gospodarczych.

Wokół tych dwóch głównych grup rozwinęła  się wielotysięczna sieć licznych stowarzyszeń i fundacji  „non profit”, partii politycznych oraz układów nieformalnych, które pełnią pomocniczą rolę.

Dopiero za tymi głównymi grupami i sieciami pomocniczymi (lub raczej w ich cieniu) znajdują się polskie przedsiębiorstwa określane szumnie jako sektor małych i średnich przedsiębiorstw, czyli firmy transportowe, remontowo-budowlane, ogrodnicze, kosmetyczne, pogrzebowe itp. Jest to niszowy sektor gospodarki – wyłączony z dobrodziejstw „prywatyzacji”. W ujęciu statystycznym jest on wyolbrzymiony dzięki włączeniu do niego milionów gospodarstw domowych, którym sztucznie przypisuje się działalność gospodarczą.

Dajemy zaledwie luźny zarys struktury własności w Polsce. Jest on jednak potrzebny, ponieważ własność jest głównym, lub przynajmniej jednym z głównych źródeł władzy. Zależności między własnością i władzą polityczną mogą być różne, czy raczej – o różnej intensywności. Powinno być jednak bezsporne, że bez identyfikacji zależności, wszelkie rozważania na temat systemu politycznego są powierzchowne i tendencyjne. Neoliberalne hasło o neutralnym charakterze własności („kapitał nie ma ojczyzny”) jest idiotyczne. Konsekwencje odrzucenia tego hasła i skupienie zainteresowania opinii publicznej na faktycznie przeprowadzonym przejęciu własności narodowej mogą okazać się daleko idące. Nie chodzi tutaj bowiem o kompromitację promotorów dokonanej „prywatyzacji”, lecz o zakwestionowanie, a nawet podważenie  legitymizacji  dotychczasowej władzy politycznej.

Cześć II

Jak pisaliśmy w pierwszej części publikacji  (Polityka Polska N1//maj/ 2015), struktura i pochodzenie obecnej władzy politycznej w Polsce ciągle są niedostatecznie rozpoznane. Innymi słowy, władza w znacznym stopniu jest nieprzejrzysta. Jej pochodzenie, źródła finansowania i metody rekrutacji, procesy legislacyjne, mechanizmy podejmowania decyzji, a przede wszystkim zakulisowe warunki realizacji szkodliwych dla społeczeństwa projektów politycznych, są niejasne.

Natomiast ponad miarę rozbudowane zostały zewnętrzne, fasadowe formy prezentacji i promocji politycznej.

Sytuacja ta powoduje, że władza polityczna w Polsce nie tylko może stosunkowo łatwo uchylać się od odpowiedzialności przed narodem, lecz również uciekać od kontroli społecznej. Toteż przywrócenie normalnych relacji między władzą polityczną i narodem wymaga przede wszystkim pokonania bariery nieprzejrzystości obecnej władzy, czyli znegliżowania.

Proces uzyskiwania niezbędnej przejrzystości już się toczy. Na przykład, wiedza  społeczeństwa o „ prywatyzacji” majątku narodowego jest na tyle ugruntowana , by wykluczyć pozytywną ocenę tego  kluczowego elementu strategii politycznej. Coraz więcej ludzi  w Polsce traktuje zaciekłość „prywatyzacji” nie tylko jako urąganie sprawiedliwości i rabunek majątku narodowego, ale również jako destrukcję systemu prawnego, w tym podważanie zasad racjonalności ekonomicznej i fałszowanie demokracji. Podobnie, chociaż mniej płynnie, dociera do społeczeństwa wiedza o Unii Europejskiej, której działalność jest równie nieprzejrzysta jak działalność władz politycznych w Polsce.

Pozornie sytuacja wydaje się niezmienna. Nadal bowiem władze polityczne i jej agendy wykonawcze realizują dotychczasową strategię „prywatyzacji i integracji europejskiej” (nie bacząc na opinię społeczną). A jednak zmiany są niezwykle istotne: dochodzi do coraz większej alienacji (wyobcowania) władzy politycznej, co nie tylko zmniejsza jej siłę polityczną, lecz grozi marginalizacją i odrzuceniem.

Pułapka na polityków

Coraz wyraźniej rysuje się nowa sytuacja polityczna w Polsce. Chodzi o dwa elementy. Pierwszy dotyczy sygnalizowanego wyżej wyalienowania władzy politycznej, co jest niejako powtórzeniem impasu władzy komunistycznej w połowie lat 80. ub. wieku. Drugi dotyczy, najogólniej mówiąc, wąskiego pola manewru politycznego. Jest bowiem oczywiste, że brak suwerenności narodowej nie tyle redukuje możliwości decyzyjne krajowych polityków, ile przeobraża ich w ogniwa wykonawcze faktycznych dysponentów władzy. Nie będziemy w tym miejscu wyjaśniać, kto jest obecnie dysponentem władzy politycznej i ekonomicznej w Polsce, przestrzegając jednak przed uproszczonymi „diagnozami” (więcej na ten temat można znaleźć w mojej książce „Ekonomia sieci. Jak globalne sieci opętały świat” wydanej w tym roku przez Iota Unum). Jest faktem, że w warunkach braku suwerenności narodowej krajowe władze polityczne przeobrażają się we władzę kolonialną, tj. głównie administracyjną. Główna oś konfliktu (początkowo ukrytego, później otwartego) nie przebiega między narodem i władzą polityczną, lecz między narodem i zewnętrznymi dysponentami władzy politycznej i ekonomicznej.

Konflikt ten ma charakter międzynarodowy, a nie charakter wewnętrzny.

Rola władzy politycznej w warunkach braku suwerenności jest szczególna. Po pierwsze, jest to władza nieodpowiedzialna przed społeczeństwem i uciekająca przed kontrola społeczną. Po drugie, jest to władza o nikłych możliwościach decyzyjnych (lub decyzyjna tylko w sprawach drugorzędnych), a jednocześnie zmuszona przypisywać sobie inicjatywę w sprawach podejmowanych przez faktycznych, zewnętrznych decydentów. Po trzecie, musi bezwarunkowo stać po stronie wspomnianych decydentów, nawet wtedy, gdy jawnie wyrażają stanowisko antypolskie.

Warto dodać, że pod tym względem sytuacja w Polsce nie jest wyjątkowa. W większości krajów europejskich (i wielu innych) władze polityczne są ograniczone przez oligarchię globalną. Jednak należy poważnie zastanowić się, dlaczego właśnie w Polsce doszło do skrajnego dyktatu oligarchii globalnej i serwilizmu władzy politycznej.

Szanse pozytywnej zmiany

Wielu doświadczonych, mądrych ludzi w Polsce cechuje – wobec ogromu negatywnych zjawisk i uwarunkowań – postawa rezygnacji. Trudno bowiem było dopatrzyć się w uwarunkowaniach krajowych i światowych jakichkolwiek szans odrodzenia politycznego i ekonomicznego Polski. Problem określenia tych szans jest nadal daleki od rozwiązania, tym niemniej szanse te stają się coraz bardziej widoczne.

Paradoksalnie, szanse pozytywnej zmiany, w tym szczególnie przywrócenia kontroli społecznej nad władzami politycznymi, wynikają z głębokich przeobrażeń geopolitycznych.
Z kolei przeobrażenia geopolityczne są potęgowane przez długotrwały, o niespotykanej dotychczas ostrości, globalny kryzys ekonomiczny.

Przed zasygnalizowaniem tych szans warto jednak zwrócić uwagę na niedostateczne rozeznanie w Polsce obydwu zagadnień: przeobrażeń geopolitycznych i globalnego kryzysu ekonomicznego. Trudno się dziwić, że obydwa zagadnienia są ignorowane przez obecne władze polityczne w Polsce. Władze polityczne w niesuwerennym kraju są uzależnione od czynników zewnętrznych, toteż wizja zmian osłabiających te czynniki nie jest dla nich atrakcyjna czy interesująca. Natomiast można dziwić się, dlaczego w polskich kręgach intelektualnych sa to również zagadnienia najczęściej pomijane lub rozpatrywane połowicznie. Być może dlatego, że nadal przyjmowany jest schemat konfliktu „naród versus władza polityczna”, co nie tyle ogranicza pole dyskusji, ile zniekształca obraz sytuacji.

Tymczasem sytuacja jest wyjątkowa. Aby nie wystawiać się na zarzut przejaskrawienia, możemy się posłużyć jednym z wielu podobnych komentarzy zagranicznych. We francuskim ośrodku eksperckim GEAB  przeobrażenia geopolityczne są postrzegane jako chaos charakterystyczny dla globalnego kryzysu ekonomicznego, w którym mnożą się różne próby narzucania własnych wizji przyszłego świata. Takie spojrzenie na  przetasowania zachodzące w świecie podkreśla skalę i intensywność globalnego kryzysu ekonomicznego. Dla obywateli lub graczy politycznych wielkim problemem jest   – zaznaczają eksperci GEAB (Biuletyn nr 93 z marca 2015 roku) – by nie stracić głowy w obliczu rozlicznych  storytellings. Główną stawką jest dominacja nad światem.

Już w tym krótkim stwierdzeniu kryją się trzy najważniejsze problemy wynikające z  dokonujących się przeobrażeń, z których żaden nie jest obiektem poważnego zainteresowania  w Polsce.

Po pierwsze, to problem rozpoznania natury globalnego kryzysu ekonomicznego. Od dawna utrzymujemy, że cechą charakteryzującą polityków w Polsce jest „omijanie kryzysu”. Dotyczy to zarówno  kryzysu w skali globalnej, jak też przełożenia globalnego kryzysu na kryzys społeczno-ekonomiczny w Polsce. Już w 2009 roku ostrzegaliśmy, iż „wokół kryzysu ekonomicznego w Polsce, a więc problemu niezwykle dolegliwego społecznie, a nawet zagrażającego egzystencji Polski, odbywa się jakiś chocholi taniec. Zamiast poważnych i wiarygodnych informacji oraz programów przezwyciężenia kryzysu, a przynajmniej osłabienia jego skutków społecznych, mamy do czynienia ze zwodzeniem społeczeństwa spektakularnymi akcjami polityczno-propagandowymi z udziałem przedstawicieli najwyższych władz rządowych, większości parlamentarnej i oczywiście środków masowego przekazu (zagranicznych i krajowych)”. Szerzej:  RAPORT  Europejskiego Monitora ekonomicznego: „Kryzys ekonomiczny w Polsce cz.4” (dostęp z 01.09.2009). Jeśli od tego czasu cos się zmieniło, to z pewnością na gorsze.

Jeszcze wcześniej pisaliśmy o jednej z najbardziej widocznych przyczyn wspomnianej słabości polityków:  „U źródeł obecnej doraźności, tak w życiu społeczno-gospodarczym, jak też polityce rządu leży brak długookresowego, opartego na rzetelnej wiedzy ekonomicznej i realistycznej ocenie międzynarodowych stosunków ekonomicznych, myślenia strategicznego. Nigdy międzynarodowe stosunki polityczne i gospodarcze nie były sielanką. A taki fałszywy, sielankowy obraz kreują kolejne rządy, nie wyrzekając się jednak podsycania wrogości do «wybranych celów»”. Patrz: Europejski Monitor Ekonomiczny: „Brak strategii staje się przekleństwem” (dostęp z 01.04.2009). Politycy w Polsce nie zdają sobie sprawy z tego, że są ślepi.

Po drugie, „narzucanie własnych wizji świata” oznacza przejście do walki ideologicznej. Wraz z kompromitacją ideologii neoliberalnej również wielu przywódcom i działaczom partyjnym w Polsce usuwa  się grunt pod nogami. Nie są bowiem zdolni bronić się czymś innym, niż powtarzaniem wyśmiewanych haseł neoliberalnych. Narzucanie wizji świata ma coraz bardziej charakter wojny informacyjnej. W tym zakresie politycy łączą się w orkiestry złożone z rzekomo przeciwstawnych opcji politycznych. Przykład jednomyślnego poparcia  „prawego sektora” oraz oligarchii rządzącej na Ukrainie jest pod tym względem szczególnie pouczający. Politycy w Polsce słabo zdają sobie sprawę z tego, że bardziej okłamują samych siebie, aniżeli społeczeństwo.

Po trzecie, wizja hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych (czy raczej władzy globalnych sieci finansowych) rozpada się jak domek z kart. Eksperci GEAB  twierdzą nieprzypadkowo, że 2015 będzie rokiem „potwornej zakładki” oddzielającej dwa prawie równorzędne  światy, z których dotychczasowy dysponuje nadal sprawnymi narzędziami władzy:  mediami, finansami, ropą naftową, kompleksem militarno-przemysłowym i QE, zaś drugi narodowymi siłami wewnętrznymi.

Znaczne osłabienie narzędzi władzy globalnej  stanowi – zdaniem wspomnianych ekspertów – poważne zagrożenie dla naszej planety, a mianowicie: ryzyko wojny (ropa naftowa, NATO), ryzyko ograniczenia wpływów ideologicznych (media), ryzyko załamania systemu finansowego. To jest perspektywa krótkookresowa, zaś w perspektywie długookresowej jest to koniec Pax Americana.

Te trzy problemy nie obejmują wszystkich aspektów geopolityki i ekonomii, lecz  – paradoksalnie – zapowiadają odrodzenie narodowe wielu krajów oraz pojawienie się  nowych stosunków międzynarodowych.

Tekst ukazał się w numerze 1 i 2 miesięcznika “Polityka Polska” maj/czerwiec 2015 r. 
Redakcja NISS

 1,954 total views,  1 views today

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*