O upadku myśli politycznej w Polsce.

Autor: Romuald Starosielec

31 marca 2006 roku decyzją rządu zakończyło swą działalność Rządowe Centrum Studiów Strategicznych. Jego zadnia i kompetencje zostały przekazane do kancelarii premiera. Od tej pory strategią państwa polskiego zaczęli zajmować się  kanceliści. I tak, 17 lat po wybiciu się na niepodległość, rządząca nami „elita” uznała, że nie potrzebna jest nam strategia, czy może raczej przyznała, że strategię dla nas Polaków, mogą pisać inni.

CZAS PRZESZŁY.

Upadek myśli politycznej w Polsce, nie zaczął się w 2006 roku. Jego początków należy szukać w latach II wojny światowej, kiedy to nastąpiła niespotykana w dziejach Polski, eksterminacja elit. Polska wymazana z mapy świata walczyła o swoje biologiczne przetrwanie. Pomimo grozy wojny i okupacji myśl polska kwitła. Jej twórcy ginęli, lecz ciągle znajdowali swoich następców. To wówczas ksiądz Józef Warszawski pisał, że myśl jest bronią! Pokonanie Niemiec, przywróciło wiarę w utrzymanie resztek suwerennego państwa, jednak po wojnie dalsza eksterminacja elit nie została przerwana. Doszedł do tego wielki, stworzony przez system komunistyczny, program wymiany warstwy przywódczej i kształcenia nowej, zideologizowanej inteligencji. Skutki tego eksperymentu odczuwamy do dzisiaj we wszystkich dziedzinach życia; społecznego, kulturowego, naukowego i politycznego. W tych warunkach prowadzenie suwerennej polityki było niemożliwe, a myśl polityczna, tworzona przez koncesjonowane ośrodki, naznaczona była silnym piętnem kapitulanckiego „realizmu”, sprowadzającego się do przekonania, że będziemy na tyle długo znajdować się w systemie komunistycznym, że powinniśmy dobrowolnie zrezygnować z aspiracji do suwerennego państwa, na rzecz budowania „socjalizmu z ludzką twarzą”.

Wiosna „Solidarności” 1980 roku, mimo wyzwolenia olbrzymiej społecznej energii, trwała zbyt krótko, aby polska myśl polityczna mogła wydać dojrzałe owoce. Piętnaście miesięcy wolności wyrwało nas z politycznego odrętwienia, wyzwoliło wielką moc twórczą, skierowaną w dużym stopniu na poszukiwanie sprawiedliwego ustroju. Stan wojenny brutalnie przerwał ten proces, cofnął na powrót do obrony praw podstawowych.

CZAS PRZEŁOMU

Często zadajemy sobie pytanie, dlaczego polska transformacja lat 1989-1991 przyniosła tak nieoczekiwanie negatywne owoce? Podaje się wiele przyczyn, jednak bardzo rzadko i okazjonalnie mówi się o tym, że zawiedliśmy w tym czasie przełomu w dziedzinie myśli. Upadek systemu komunistycznego, zastał nas kompletnie nieprzygotowanych do budowy nowego ładu społeczno-ekonomicznego. Nasza myśl polityczna nie istniała. Tak jakbyśmy zapadli na powszechną amnezję, zapominając, że każde racjonalne i celowe działanie, powinno być poprzedzone wysiłkiem myśli. Nie znalazł się żaden skuteczny, zorganizowany ośrodek myśli, który wprowadzałby elementarny ład w nasze gospodarcze, społeczne i narodowe życie, stawiał trafne diagnozy rzeczywistości, precyzyjnie oceniał nasze siły, wskazywał drogi optymalnych zmian, prowadzących do osiągnięcia określonych celów. Zamiast tego mieliśmy do czynienia z politycznym żywiołem, w którym gotowi do poświęceń niedouczeni, nieświadomi zachodzących procesów idealiści, firmowali często swoimi nazwiskami doktrynerów „niewidzialnej ręki rynku”, agentów wpływu i zwykłych politycznych hochsztaplerów.

Musimy sobie jasno uświadomić; w 1989 roku mieliśmy niepowtarzalną szansę budowy nowego, sprawiedliwego ustroju, wyrastającego z naszej tradycji i najżywotniejszych potrzeb, budzącego się do niepodległego życia, narodu. To, że go nie zbudowaliśmy, że w tej decydującej chwili dziejowej nie potrafiliśmy określić kim jesteśmy i dokąd dążymy, że nie potrafiliśmy dokonać trzeźwego i logicznego wyboru drogi, którą mamy podążać, stało się   na skutek braku myśli politycznej. Waga tego zaniechania kładzie się ciężarem na wszystkie nasze poczynania w ostatnich 26 latach. Nie mieliśmy elit, których duchowe i umysłowe  zaangażowanie w sprawy wspólnoty narodowej oraz poziom wiedzy politycznej, pozwalający na racjonalne decyzje, mogłyby gwarantować powodzenie polskiej drogi do wolności. Byliśmy narodem bez głowy. Jesteśmy takim narodem do dzisiaj.

W 1989 roku komunistyczna władza, przymuszona pierestrojką i fatalnym stanem ekonomii,   poszła na kompromis z częścią opozycji, polegający na swoistym podzieleniu się władzą. Kompromis, który dla społeczeństwa miał być zwrotem taktycznym, metodą na bezkrwawą zmianę władzy, stał się kamieniem węgielnym nowego systemu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wczorajsi towarzysze komunistyczni do spółki z dogmatycznymi liberałami uznali, że czas na wprowadzenie gospodarki neoliberalnej, która sama z siebie rozwiąże wszystkie problemy, jakie nagromadziły się w gospodarce planowej. Dla ludzi rozumnych, ekonomia jest dziedziną, która ma służyć interesom narodu i państwa. Dla ekonomicznych dogmatyków, ma potwierdzać ich teorie, bez względu na to, czy służą  naszym interesom. Wolność gospodarczą, która jest prawem każdego wolnego człowieka i narodu, zastąpiono dogmatami o „niewidzialnej ręce rynku” czy kapitale, który nie pyta o narodowość.  Stworzono systemowe i prawne warunki do grabieży majątku narodowego, którego skalę można porównać do tego, co kilka lat później działo się w Rosji a dziś dzieje się na Ukrainie. Przy niewielkiej świadomości ekonomicznej społeczeństwa, oczekującego od swoich elit politycznych uzdrowienia gospodarki i poprawy bytu materialnego, doprowadzono w krótkim czasie do wyprzedaży przedsiębiorstw i banków za ułamek ich wartości, przy czym w przeciwieństwie do Rosji, a częściowo również Ukrainy, najistotniejsze składniki naszego majątku wpadły w ręce kapitału obcego.

To zjawisko, na ogół już dobrze znane i opisane, jako dobrowolne pozbycie się suwerenności ekonomicznej, przebiegało równolegle z innym, mniej znanym i nie opisanym; dobrowolnym pozbywaniem się suwerenności politycznej. W postępowaniu naszych politycznych elit po 1989 roku, dominował kompleks braku wiary we własne możliwości. Chodzenie na kolanach do Moskwy, zostało zastąpione chodzeniem na kolanach do Brukseli czy Berlina. Nie dociera przy tym do naszych elit prawda o roli, jaką nam wyznaczyły nowe ośrodki decyzyjne; Polska ma być na tyle słaba, aby nie była dla nich konkurentem, i na tyle tylko spójna i silna, aby nie stanowiła problemu destruktywnie wpływającego na realizowanie ich doraźnych i strategicznych  interesów. Postawione zostały w ten sposób ścisłe granice, w których polityka polska może się poruczać. Granice te z każdym rokiem coraz bardziej się zacieśniają, tym bardziej, im bardziej serwilistyczna jest nasza klasa polityczna i im bardziej zewnętrzne ośrodki decyzyjne, widząc naszą bezradność, zwiększają eksploatację i uzależnienie Polski. Polityk polski, który nie widzi tego zjawiska, powinien czym prędzej przestać zajmować się polityką. Ten, który widzi to zjawisko a nie przeciwdziała mu, powinien być od polityki odsunięty.

CZAS OBECNY. TRZY TRÓJKĄTY.

Weszliśmy w nowy okres stosunków międzynarodowych, które burzą utrwalone od ćwierćwiecza zasady, na których opierał się ład światowy. Przede wszystkim kończy się na naszych oczach era supremacji Stanów Zjednoczonych, która pociąga za sobą nieuchronny wzrost znaczenia Niemiec w Europie. Na arenę polityczną weszło nowe mocarstwo – Chiny, które będzie coraz bardziej skutecznie zabiegać o respektowanie swych międzynarodowych interesów. Rosja, która skutecznie oparła się próbie wasalizacji przez USA, rozpoczęła aktywną politykę przeciwdziałania wszelkim próbom wypierania jej wpływów w gospodarce i polityce regionalnej. I w końcu, rzecz dla nas na najbliższe lata najważniejsza; następuje stała, nieunikniona w swym obecnym kształcie, dekompozycja Unii Europejskiej, która będzie pociągała za sobą rozkład NATO. Polityka polska jest do tych zjawisk kompletnie nieprzygotowana. Miarą upadku naszej myśli  politycznej nie jest tylko to, że nie może ogarnąć bieżących, podstawowych problemów związanych z miejscem Polski w Europie, ale przede wszystkim to, że nie widzi zmieniającej się rzeczywistości, która niesie ze sobą kolosalne wyzwania dla Polski w dziedzinie geopolitycznej.

Polityka polska miała opierać się na trzech trójkątach; weimarskim, wyszehradzkim i królewieckim. Weimarski, mający łączyć interesy Francji, Niemiec i Polski, niezależnie od wcześniejszej gry pozorów polegającej na utrzymywaniu równoprawnego w nim miejsca dla Polski, legł ostatecznie w gruzach z chwilą porozumień mińskich. Trójkąt wyszehradzki, niewątpliwie najbardziej realny w swym poszanowaniu zasad równości, przestał istnieć z chwilą przyjęcia przez polityków polskich, wbrew decyzjom Czech, Słowacji i Węgier, kursu zdecydowanie antyrosyjskiego, odbiegającego nawet, w swej agresji werbalnej od tego, co zdolna była zaakceptować Unia Europejska. W miejsce tego trójkąta powstał szybko inny sławkowski, już bez Polski, złożony z Czech, Słowacji i Austrii, wypełniający pustkę po rejteradzie Polski. Świadomość tej zmiany pilnie przemilczana i ukrywana przez polityków i media, nie dotarła do Polaków. Nie wzbudziła nawet komentarzy i dyskusji w środowiskach politologów, których przecież podstawowym obowiązkiem jest śledzić to, co przez świat polityki jest często ukrywane. I wreszcie trójkąt królewiecki, o którym media polskie milczą, a polscy politycy, w swym lenistwie umysłowym, po prostu nie wiedzą, złożony z Niemiec, Rosji i Polski, zostaje nie tylko na papierze, ale jest jakby szyderczym znakiem polskiej dyplomacji ostatnich lat.

Trudno zaiste o lepszy obraz upadku polityki polskiej, niż przedstawienie obecnego miejsca Polski we współtworzonych przecież przez nas samych, politycznych trójkątach. Ale  prawdziwym skandalem jest fakt, że tak potężny regres w naszej pozycji międzynarodowej, nie jest dostrzegalny przez główną partię opozycyjną, nie wypływa w wyborczej debacie. Jeżeli do tego dodamy znamienne milczenie pluralistycznych rzekomo mediów, to jawi się przed nami obraz całkowitego ukrycia przed Polakami, w jak niebezpiecznym momencie historii znaleźliśmy się obecnie i jak osłabiona została nasza pozycja w rodzinie narodów europejskich.

CZAS PRZYSZŁY

Czy upadek polskiej myśli politycznej jest trwały? Czy nie może odrodzić się ona, już nie na miarę naszych tradycji, tak brutalnie przerwanych przez II wojną światową, ale na miarę elementarnych dzisiejszych i przyszłych potrzeb? Odpowiedź tkwi w nas, bo to od nas zależy, czy wykształcimy klasę polityczną zdolną do racjonalnego i twórczego myślenia o Polsce. Zaniedbania w tym względzie są ogromne. W żadnej chyba dziedzinie określanej jako kapitał ludzki, nasz poziom nie odstaje tak bardzo od średniego poziomu europejskiego, jak w dziedzinie poziomu naszej klasy politycznej. System partyjny wykształcił model w którym  silny wódz dominuje nad bezwolnym i serwilistycznym otoczeniem. W partiach nie ma twórczego fermentu, ścierania się różnorodnych, przeciwstawnych poglądów, prowadzących do wypracowywania optymalnych rozwiązań. Nie ma odwagi w myśleniu, odrzucaniu poprawności politycznej, w przeciwstawianiu się utartym poglądom i dogmatom oraz niedzisiejszym doktrynom. Panuje za to szczere lub udawane przekonanie, że wódz wie lepiej. Jeżeli nawet wybucha jakiś bunt, jeżeli odchodzą z partii niezadowoleni członkowie, to jakże często, po pierwszych niepowodzeniach samodzielnej działalności, wracają skruszeni pod skrzydła swoich byłych lub nowych wszechwładnych patronów.

Kryzys polskiej myśli politycznej wywodzi się przede wszystkim z kryzysu ludzkich charakterów. Iluż ludzi zdolnych i kreatywnych woli wpisać się w główny nurt politycznego życia, niż ryzykować walkę o to, co słuszne? Iluż, zamiast ofiarnie tworzyć alternatywne rozwiązania, wybiera „mniejsze zło”, tłumacząc sobie, że trzeba płynąć z prądem, aby uratować cokolwiek? Uzbierałaby się z nich cała armia wartościowych i kompetentnych ludzi, gdyby tylko nasze życie polityczne można było wyzwolić od partyjnego wodzostwa.

Istnieje jeszcze jedna grupa polityków i myślicieli, którzy widząc destrukcyjną moc systemu i nie godząc się na serwilizm, odeszli z polityki w inne dziedziny życia. Jest to wielka strata dla polityki polskiej, bo to oni właśnie, obok działających na marginesie życia politycznego nonkonformistycznych środowisk, powinni nadawać kierunek politycznemu myśleniu i politycznemu działaniu. I to od ich powrotu zależeć będzie głównie, jak szybko podniesiemy się z tego upokarzającego upadku.

 1,544 total views,  1 views today