Analityczne uzasadnienie dla strategicznych działań w dobie kryzysu

Przy obecnym poziomie dezinformacji panującej w większości krajów europejskich przynajmniej my, społeczeństwo, zachowujmy się poważnie. Zwłaszcza w Polsce. Skoro ani rząd, ani opozycja parlamentarna, nie potrafią analizować danych, skoro ich nie gromadzą, a być może nawet nie wiedzą, do czego analiza danych służy, zaczęliśmy to robić za nich.

Poruszamy się bez maseczek

Zaproponowany poniżej tekst inicjuje masowy, oddolny ruch społeczny pod hasłem:

“poruszamy się bez maseczek”.

Zaczynamy – inaczej niż rządy wprowadzające katastrofalne dla gospodarki reguły – od analizy ogólnodostępnych danych statystycznych.

Jest to konieczne przy obecnym braku wyczerpujących informacji na temat wirusa, podawanych przez czynniki oficjalne, przy braku umiejętności agencji rządowych analizowania danych oraz ogólnej niechęci – wykazywanej przez agencje rządowe i opozycyjne – do ich gromadzenia.

Przy obecnym poziomie dezinformacji panującej w większości krajów europejskich przynajmniej my, społeczeństwo, zachowujmy się poważnie. Zwłaszcza w Polsce. Skoro ani rząd, ani opozycja parlamentarna, nie potrafią analizować danych, skoro ich nie gromadzą, a być może nawet nie wiedzą, do czego analiza danych służy, zaczęliśmy to robić za nich.

Zawsze musi być jakiś początek.

Dalsze czekanie nie wiadomo na co, na choćby jedną sensowną inicjatywę ze strony tzw. “polskich polityków” nie ma najmniejszego sensu. Rząd za nas niczego nie wymyśli, opozycja sejmowa tym bardziej, musimy od tej pory radzić sobie bez nich.

Oznacza to, że po uważnym przeanalizowaniu danych statystycznych od pewnego pięknego dnia, najlepiej od jutra, powinniśmy zlekceważyć sobie całą tą pandemię i wirusa – po czym wrócić, bo tak postanowiliśmy, do normalnego życia.

To my analizujemy dane, to my nad tym wszystkim głębiej się zastanawiamy, wreszcie to my – jako społeczeństwo – decydujemy.

Skutki naszej decyzji wezmą na siebie polscy “politycy”, rządowi i opozycyjni, którzy w sprawie strategii wobec pandemii nie mają absolutnie nic do zaproponowania.

Podstawa prawna:

http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20200000697/O/D20200697.pdf

Dziennik Ustaw z 19 kwietnia 2020 pozycja 697, &18 pkt. 2 podpunkt 3:

  1. “3. osoby, która nie może zakrywać ust lub nosa z powodu stanu zdrowia, całościowych zaburzeń rozwoju, zaburzeń psychicznych, niepełnosprawności intelektualnej w stopniu umiarkowanym, znacznym albo głębokim, lub osoby mającej trudności w samodzielnym zakryciu lub odkryciu ust lub nosa; okazanie orzeczenia lub zaświadczenia w tym zakresie nie jest wymagane;”

Głębsze uzasadnienie do niezakładania maseczek:

Z uważnej obserwacji oficjalnych danych statystycznych, podawanych przez wszystkie kraje, wynika skrajnie różny stan zaawansowania pandemii na globie, różny poziom przygotowania służby zdrowia i służb sanitarnych w poszczególnych lokalizacjach, różna jakość i ilość wykonywanych testów, rozmaite tempo przyrostu śmiertelności, bądź jej zmniejszania się i co najważniejsze – skrajnie różny poziom agresywności wirusa.

https://www.worldometers.info/coronavirus/

Dzięki obserwacji setek wykresów oraz tysięcy danych mogliśmy prześledzić między innymi poziom zaawansowania pandemii w Polsce.

Jak długo potrwa w Polsce pandemia?

Najpierw komunikat Instytutu Pasteura w Paryżu związany z COVID-19:

„… śmiertelność u mężczyzn powyżej 80. roku życia wynosi 13 proc. (…) ryzyko hospitalizacji wynosi 2,6 proc. dla osób zakażonych i zwiększa się gwałtownie z wiekiem, osiągając 31 proc. u mężczyzn w wieku powyżej 80 lat. …”

Najbardziej w tym komunikacie interesująca okazuje się liczba 2,6 procenta, jako wyliczone maksymalne ryzyko hospitalizacji u osób zarażonych. Co taka liczba oznacza? Że jeżeli zarażonych zostałoby 100% obywateli, to w szpitalach znalazłoby się maksymalnie 2,6% spośród nas. Ile w takim razie osób znajdzie się w szpitalach, gdy zarażonych zostanie 50% populacji? Z prostego rachunku wynikałoby, że 1,3%, nie więcej!

Taką wielkość potwierdzają dokładne obserwacje danych statystycznych, zwłaszcza z tych miejsc na świecie, gdzie ilość 1,3% zarażonej populacji została już przekroczona. Najważniejszym z tego punktu widzenia był od kilku dni stan Nowy Jork, gdzie uważnie obserwowany jest aktualnie przebieg szczytu pandemii oraz tempo cofania się zagrożenia.

Strategia żywiołowa w Polsce będzie oznaczała zero obostrzeń na wybranym terenie, wszyscy zachowywaliby się na nim swobodnie i naturalnie, pracowali, spotykali się … wrócilibyśmy od ręki do normalnego życia, jednak służby stałyby na wszelki wypadek w pogotowiu oraz uważnie obserwowałyby wykresy. Po przyjęciu takie strategii poziom 1,3% populacji, która przeszła już przez terapię szpitalną, powinniśmy osiągnąć w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Zatem nieporównanie krócej niż trwało Powstanie Warszawskie. Gdy mamy do wyboru – chodzenie minimum przez kilka lat (!) w maseczkach i robienie z siebie wytresowanych małp, do tego postępującą nędzę i załamanie się całej gospodarki, albo natychmiastowy powrót do normalnego życia, z szybkim przejściem przez pandemię – wybór wydaje się oczywisty.

Powtórzmy:

Według naszej obecnej wiedzy szczyt pandemii osiągamy już przy 1,3% hospitalizowanych, ofiar śmiertelnych może być maksymalnie (!) – u szczytu pandemii – 0,13% populacji (w ślad za Nowym Jorkiem), ale w polskich warunkach, w dużo zdrowszym otoczeniu i przy mniejszym zagęszczeniu, będzie takich ofiar nieporównanie mniej. Dla potwierdzenia wystarczy sprawdzić 250 lokalizacji na świecie, plus liczby z rozmaitych zestawień, by konkretne dane ze sobą porównać.

Na koniec – czy polski rząd, ewentualnie polska opozycja, to robią?

Czy obserwują wskaźniki? Czy zlecili już badania tysięcy tabel i wykresów, czy obserwują dynamikę globalnego eventu, jakim jest uwolnienie SARS-CoV-2? Czy zlecono choćby jednej instytucji – lub firmie – precyzyjny monitoring? Czy monitorowane są doniesienia zagranicznych ośrodków badawczych? Czy polscy politycy posiadają jakąkolwiek sensowną strategię w zderzeniu z wirusem?

Jeżeli nie, to na co czekają?

 

Pełniejsze wyjaśnienie zjawiska ogólnoświatowej pandemii pojawiło się w najnowszej książce Marka Tomasza Chodorowskiego i Tomasza Pernaka, opowiadającej z różnych punktów widzenia o makabrycznym spektaklu, którego staliśmy się mimowolnymi uczestnikami.

Także o długich przygotowaniach do tego, co każą nam oglądać.

Książka nosi tytuł:

“Dziennik czasu zarazy”

wydawnictwo; Bollinari Publishing,

www.polskaksiegarnianarodowa.pl

 

 

 

 

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *